mikka176 0 Napisano 2 Listopad 2020 Odradzam, naciągacze.Firma, organizator imprez turystycnych: https://solisci.pl/kontakt/ żądała za lot - w tym wypadku na Islandię nieuzasadnionej kwoty pieniędzy. Po zapłaceniu żądanej kwoty nie przedstawiła rzeczywistej ceny biletu, nie rozliczyła się z wpłaconej za lot kwoty. Ponadto w swoim Regulaminie Imprez Turystycznych ma niejasne określenia odnośnie "rozliczenia" za koszt przelotu oraz w tym regulaminie ma zapisy, których sama nie stosuje, tj. odnośnie składania i rozpatrywania reklamacji jak i pozasądowego rozwiązywania sporów konsumenckich. Firma ta nie chciała przedstawić faktycznych kosztów lotu. Nie zgodziła się na polubowne rozstrzygnięcie w Konsumenckim Polubownym Sądzie , wobec czego złożyłam do sądu pozew. Otrzymałam - wierzyciel- nakaz zapłaty w postępowaniu upominawczym opatrzony klauzulą wykonalności, Firma ta nie zastosowała się do wydanego nakazu zapłaty i mimo kilku przypomnień nie reagowała i nie zapłaciła wierzycielowi zasądzonych pieniędzy. Trwało to kilka miesięcy od otrzymanego Nakazu zapłaty. Stosują oznaczenie Rzetelna Firma, co dodatkowo wprowadza konsumentów w błąd. Dopiero po moim zwróceniu się do Rzetelnej Firmy o naruszeniu tego znaku Soliści zareagowali i oddali zasądzone pieniądze. Żądajcie faktycznego rozliczenia od nierzetelnej firmy i dochodźcie swoich praw, bo tylko w ten sposób można wyeliminować nieuczciwych. Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Udostępnij na innych stronach
enkidu 0 Napisano 16 Grudzień 2020 Pierwszy raz słyszę o takim biurze Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Udostępnij na innych stronach
szlabanka 0 Napisano 4 Listopad Pozwolę sobie opisać niezapomniane przygody za prawie 9 tysięcy polskich złotych. Maroko, szlakiem dawnych karawan- przygoda poza utartym szlakiem. Zachęcona opisem wyprawy zdecydowałam się na wykupienie wycieczki wraz z moim narzeczonym. Przed samą wyprawą mieliśmy nieprzyjemność wymieniać maile z jakimiś paniami z działu obsługi klienta- jakimiś, gdyż soliści nie potrafią nawet poprawnie podpisać swoich pracowników. Stopka w mailu powinna mieć dane takie jak imię i nazwisko, ew telefon kontaktowy. Może to rozważycie W każdym razie, z przypadku odkryliśmy wiele błędów ukrywających się na stronie solistów, po ich zgłoszeniu zostały stopniowo naprawiane, lecz nikt z przedstawicieli biura nie chciał naprawić zaniedbanych relacji ze swoimi klientami. Nikt nie chciał również wyjaśnić nam ukrytych kosztów i skamu, który tak głęboko chowają między linijkami tekstu na swoich stronach internetowych. Finalnie zostaliśmy oszukani już na etapie zawarcia umowy, ale sprawę tą będziemy rozwiązywać za pomocą UOKiKu i prawników. Chcę tylko, byście Wy- potencjalni klienci wiedzieli, że już wasza umowa może zawierać błędy, za które Soliści nie chcą wziąć odpowiedzialności. Przejdźmy do opisu naszego wyjazdu. Prowadził je fajny człowiek- Patryk Świtała (Ślązok). Śledźcie kolesia, jeśli będzie robił coś poza ramieniem solistów to totalnie warto się z nim zabrać. Z solistami niestety ma związane ręce. Sam wyjazd natomiast…przeróbmy go w ulubionej wersji naszego biura- planie wyprawy! Dzień 1- bez rewolucji, poza dziwnym faktem, że miejscowy przewodnik nie chciał podać naszemu liderowi lokalizacji miejsca noclegowego. Potrzebowaliśmy go jedynie do odprawy paszportowej na lotnisku, całe szczęście udało się wydobyć informacje przed całą procedurą. Spanko w hotelu, dobre warunki, czysto. Dzień 2 / 3 - najważniejszy element wyprawy- wejście na Jebel Toubkal. Dojechaliśmy do Imlil i ruszyliśmy z samego rana do schroniska pod szczytem. Cała trasa przebiegała sprawnie, lider dbał o naszą kondycję i świadomość pojawiających się ewentualnych efektów choroby wysokościowej. Przy starcie mieliśmy wypożyczyć sprzęt. Śniegu nie było, raczków nie trzeba, jedyne co mogłoby się przydać to kijki trekingowe. Mieliśmy w cenie opcje wypożyczenia takowych, ale w infopaku znajdziecie informacje, że macie je mieć ze sobą. Co to takiego, pomyślcie jak epicko będziecie wyglądać z 4 kijami na drodze zdobycia czterotysięcznika! Na stronie znajdziecie też informacje, że za dodatkową opłatą możecie wrzucić coś na muła. My nie planowaliśmy- szkoda zwierząt. Ale dla tych, którym to obojętne - póki nie powiecie, że chcecie za to zapłacić to macie to za darmo Fanatycy kulinarnych doznań, musicie wiedzieć, że jedzenie w schronisku robią nasi przewodnicy berberyjscy, jest to danie robione w małej kuchni schroniskowej. Wiadomo, że nie będzie miało 3 gwiazdek. Ale szczerze, po całej trasie chłopaki naprawdę robią robotę. Szybkie spanko i startujemy - atak szczytowy, za który zapłacicie 580zł, a soliści nie udzielą wam informacji co jest w tej cenie. Zrobię to ja. Opieka 3 przewodników (soliści mówili, że to nowi, nie to ci sami, którzy idą z wami od dołu), wypożyczenie sprzętu (ale je macie w normalnej cenie). Coś jeszcze? Nie. W tej cenie nie ma również napiwku dla naszych przewodników górskich, więc szykujcie ok. 10 euro od osoby “w podzięce”. Przynajmniej tyle sobie liczą, choć podejrzewam, że wasze morale już wtedy zaczną spadać i stwierdzicie, że coś zaczyna być nie tak. Szybki obiadek i schodzimy do Imlil, a z miasteczka kierujemy się do Marrakeszu na spanie w hotelu. Doznania: czuć klimat poza utartym szlakiem, są emocje, adrenalinka i widoki- zapamiętajcie to bo to jedyne dobre doświadczenie na tym wyjeździe Dzień- 4 Grafik jest napięty więc szykujcie się na szybkie odhaczanie punktów, większość dnia spędzicie w samochodzie, ale te 3 minutowe wyjścia na zrobienie fotki…nie, nie są tego warte. Najwyższa przełęcz Tizi n’tichka - spoko, ale zatrzymujecie się delikatnie poniżej najlepszego widoku, jeśli tym nie wiecie i sobie tam nie podejdziecie to nie ma takiego efektu. My nie wiedzieliśmy. Najlepsze mijaliśmy już w busie. Lecimy dalej Kooperatywa olejków arganowych- atrakcja pod typowego, chamskiego turystę. Szybkie informacje jak pozyskuje się olej arganowy i przechodzimy do oferty sprzedażowej produktów. Zawyżone ceny, średnia jakość. Kosmetyki, jedzenie, mydła. Szukajcie tego w sukach Marrakeszu, zapłacicie mniej za to samo. Jeśli chcecie zobaczyć jak tłoczy się olej arganowy- w drodze na Toubkal rzućcie okiem na stragany miejscowych. Mają takie same żarna i przynajmniej autentycznie wyrabiają olej do past orzechowych amlou. Wreszcie Ait Ben Haddou - piękne miasteczko, można się zgubić w uliczkach. Niestety będziecie je odhaczać w trybie ekspresowym bo lokalny przewodnik Mustafa tak sobie to wymyślił. Zamiast zobaczyć coś fajnego, poczuć klimat i faktycznie dać się zgubić będziecie pędzić przez cały kompleks, żeby szybko trafić do sklepiku poza terenem zabytkowym, w którym koleś zawiąże wam turban z aliexpress. My na szczęście się zgubiliśmy i straciliśmy grupę z oczu. Może straciliśmy turbanową atrakcje, ale przynajmniej mamy kilka fajnych fotek rodem z gry o tron. Finał w dolinie dades- na zdjęciach obłędne kaniony. Nie zobaczycie ich, bo zatrzymacie się na nocleg obok głównego punktu widokowego, plus minus 15 minut autem. Ale to auto pojedzie w inna strone zaraz po wschodze słońca. Dostaniecie za to fajną opcje - oskarżenie o zasranie łóżka i wysmarowanie ścian gównem. Nasz Mustafa- lokalny przewodnik- próbował wyłudzić na parze uczestników pieniądze w ramach odszkodowania. Po wyjeździe z riadu, w którym nocowaliśmy, zgłosił liderowi taką sytuacje i kazał znaleźć osoby z “tego pokoju”. Patryk znalazł tych uczestników, zaczął się śmiać i kazał Mustafie pokazać zdjęcia z zajścia. Powiedział wprost- brak zdjęć, brak sytuacji. Dziwnym trafem fotek nie było. Doznania kulinarne: w trakcie tego dnia Mustafa zabrał nas na obiad, do czegoś w rodzaju zajazdu. Wiadomo- nie ma jakiś większych oczekiwań od takiego miejsca, ale szykujcie się, że dostaniecie osobne menu, bo jesteści z “jego grupy”. Co za tym idzie- dania będą dwa razy droższe, tylko i wyłącznie w opcji 3 daniowej, jakości okrutnej i bez szansy zamówienia czegoś z normalnego menu. Do tego Mustafa powiedział nam na wstępie, że po zamówieniu kawy lub soków się tam posramy. Gdy jedna z uczestniczek prosiła o opcje zmiany miejsca, lub szanse przespacerowania się w tym czasie do innej restauracji Mustafa zagroził jej, że jeśli nie będzie jadła tam gdzie on każe, to dostanie sraczki i on nie zatrzyma dla niej autobusu więc dziewczyna zrobi w spodnie. Pod koniec dnia lider mówił, że jegomość próbował przesłać do niej przeprosiny przez niego. Wtedy był jeszcze dla nas miły. Po tym doświadczeniu nie chcieliśmy kolacji w riadzie, w którym nocowaliśmy. Ci, którzy je jedli bardzo polecali- podobno świetnie zrobione Tajiny za 9 euro od osoby. Tylko… ludzie prowadzący ten riad nie chcieli tych pieniędzy za kolacje, chciał je Mustafa ale dopiero dzien później. Do teraz nie wiemy, czy te pieniądze nie poszły do jego kieszeni. Dzień- 5 Kooperatywa dywanów - fajnie poprowadzony punkt, piękny klimat, czuć, że jest to poza typowym szlakiem turystycznym. Można kupić dywany, ale nie jest to nachalne działanie. Kanion Todra - kolejny dramat, sam kanion fajny ale go nie zobaczycie. Bus zjedzie z 3 minuty w głąb kanionu, wyrzuci was na 7 minutowy spacer i kilka zdjęć. Potem pojedziecie dalej. To co fajne zostanie w głębi skał. Następnie pojedziecie do kolejnego drogiego zjazdu obiadowego, z obrzydliwym jedzeniem, za to będzie ono bardzo drogie. Ogólnie w smaku niczym nie będzie się różniło od tego co jecie przez ostatnie 5 dni, więc zacznie się cofka na widok papek soczewicy, kuskusu i słodko doprawionych warzyw. Ale luz- nie ma innej opcji, bo jako niewolnicy Mustafy nie macie głosy. Jeszcze dwa dni i na myśl o Tajinie przestaniecie odczuwać kłujący głód. Jak już wrzucicie te pomyje w siebie i zostawicie ok 120 dr na osobe to ruszycie na pustynie. Rąbek piaskownicy, na którym z każdej wydmy zobaczycie blask otaczających was budynków mieszkalnych. Więcej czystego nieba zaznacie w izerach/ czy na Skopcu w pogórzu kaczawskim. Ale spokojnie, dostaniecie dzień wcześniej informacje, że w namiotach nie ma pryszniców (pustynia! czad!), może się zdażyć skorpion czy jakieś inne ustrojstwo, a nocą będzie zimno. No to płaczcie kiedy dojedziecie do swojego wykafelkowanego, klimatyzowanego namiotu dla starców, gdzie jest kibel i prysznic, a w waszym plecaku leży jedynie gruba bielizna termiczna i pasta do zębów w kapsułce. Skorpion to co najwyżej wasza pozycja podczas spania w tym gorącym kombinezonie. Tradycyjny taniec berberyjski - kaczuszki przy skrzynce z drewnem + wlewanie tam kanistra benzyny. Tradycyjna kolacja w stylu berberyjskim- kurde, nie wiedziałam, że berberzy jedli banany z kolorową posypką na muffinki. Wiecie, te małe słodkie, tęczowe paseczki. A może chcieliście przejechać się na wielbłądach, a potem wykupić atrakcje dodatkową, która nie zabiera wam normalnego planu wycieczki? Zła wiadomość, jak macie quady na pustyni to wasz tour wielbładowy trwa 15 min z obiecanych 60. Ale to też spoko, bo normalnie to obiecane 60 minut na wielbłądzie w strone campu, to tak naprawdę 30 min jazdy, a potem 30 min patrzenia na obóz z wydmy i czekania co dalej. Dzień- 6 Jeśli zapłaciliście prawie 9 tys za wyprawę to chcielibyście, żeby jej program był realizowany co? Mustafa zrobi wiele, by wam go urwać. Prawie nie udało się nam zobaczyć wschodu słońca na pustyni. Musieliśmy interweniować z pomocą lidera i celowym opóźnieniem startu. Dnia 6 zaczniecie odczuwać głód, a na myśl o tajinie średniej jakości poczujecie cofkę. Wszyscy tego doświadczyliśmy. Poprosiliśmy zatem Lidera, żeby dogadał z Mustafą postój w mieście obok atlas studio. Dostaniemy czas wolny i pójdziemy na obiad tam gdzie będziemy chcieli. sk***ysyn udawał, że nas tam zawiezie, zamknął w autobusie i w momencie kiedy niby mieliśmy być u celu powiedział, że mamy robić to co on każe, a każde jeść tam gdzie wybierze. Ponad połowa uczestników wybuchła i w prost powiedziała NIE. Powiedział, że będziemy w takim razie głodni, bo on się nie zatrzyma w innym miejscu. Faktycznie tak było, ponad połowa się zbuntowała. Ci, którzy byli zbyt głodni poszli zjeść, a Mustafa by jeszcze bardziej pokazać swoją wyższość postawił im wszystkim obiad. My siedzieliśmy na chodniku, jedząc resztki z toreb uczestników. Dzień- 7 było spoko, Mustafe wysłaliśmy w cholere i wreszcie był czas na robienie tego co fajne. Sprawdźcie knajpy Naranj i La Fantasia jeśli szukacie dobrego jedzenia w Marrakeszu tyle zdążyliśmy zjeść w dobrych miejscach- niestety Udostępnij tę odpowiedź Odnośnik do odpowiedzi Udostępnij na innych stronach